Pokazywanie postów oznaczonych etykietą musicalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą musicalia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Impreza z okazji dzisiejszego święta


Gdyby ktoś nie wiedział, jaki dzień mamy, to dziś jest 1 lutego wg. kalendarza juliańskiego, czyli bułgarskie święto wina Trifon Zarezan - tak nazwane od prawosławnego patrona podcinania winorośli. Na Rakowcu Sarakina z Białegostoku gra rakijską reczenicę na 7/8, a korowód taneczny prowadzi pan Stojan - jak zwykle gdy w Warszawie grają coś bałkańskiego. Stojan częstował wszystkich winem ze swej własnej winnicy, a mi udało się zaliczyć do grona wybrańców poczęstowanego przezeń domową rakiją. Niestety z tej imprezy musiałem się urwać się ciut przed jej końcem, aby zdążyć na Myśliwiecką 3/5/7 i tam - choć pod dobrą datą - zasiąść przy czerwonej lampce. Jednak nie wina to już lampka, tylko świecąca czerwono lampka "on the air"... ;-)

piątek, 1 listopada 2013

Zegar bije na Starych Powązkach


Przy katakumbach wspólne śpiewanie siedemnastowiecznych, tradycyjnych pieśni szlacheckich z Mazowsza. Prowadzi śpiewy swoim głosem i charakterem Adam Strug, inicjator przedsięwzięcia.
--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

sobota, 31 sierpnia 2013

Film na jutub - jak dziewczyna łup w słup ;-)


(Oglądać od 30 do 40 sekundy.)
Skutki takie po Nowej Pradze spaceru bez wódki.
Tytuł wpisu podpowiedziała bohaterka wydarzenia. :-) 


Bazar Pachulskiego i piekarnia przy Środkowej, a Tsigunz Fanfara Avantura gra pod nogę.

Muzyczny spacer po Nowej Pradze

Tsigunz Fanfara Avantura. Z Poznania - a jak z Serbii.

środa, 31 lipca 2013

Sierpniowa melodia

Po uroczystości złożenia wieńców po Pomnikiem Powstania Warszawskiego na scenie obok zaczął montaż partyzanckich, okupacyjnych, powstańczych pieśni. Pomysł niezły, scenografia dobra, a spora część wykonawców stanęła na wysokości zadania , ale teksty były maaaaarne, mometami aż zęby bolały...
Jedną z bohaterek spektaklu jest moja ulubiona postać, popularyzowana przeze mnie od kilku lat na wycieczkach (szczególnie na tych zahaczających o ul. Skaryszewską i okolice tamtejszego b. Durchgangslagru), autorka napisanego kiedyś nocą przy ul. Francuskiej hitu "Siekiera, motyka, bimber, szklanka", szalenie dowcipna nawet w najtragiczniejszych okolicznościach: Anna Jachnina (1914-1996).
Po wojnie etnograf i dziennikarka Radia Bydgoszcz, specjalizująca się w zbieraniu muzyki ludowej Pałuk, Kaszub, Ziemi Krajeńskiej i Kujaw, w 1979 laureatka Ludowego Oskara - Nagrody im. Oskara Kolberga (której nazwę bezczelna amerykańska akademia filmowa ośmiela się kwestionować, w odwecie za co i na pohybel piszę ich nazwę minuskułą). Była autorką zbiorów pieśni "Śpiewnik Kaszubski", "Śpiewnik Pałucki", "Śpiewnik Kujawski", wielu reportaży, setek artykułów w prasie i kilkuset audycji, wiele z nich zebranych w cykle. Bardzo często interweniowała u władz, aby polepszyć byt artystów ludowych. Otrzymała Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski - nie za działalność okupacyjną, tylko za pracę etnograficzno-popularyzatorską w radio. Laureatka Złotego Mikrofonu Polskiego Radia (1970) i wielu innych odznaczeń. W archiwum Radia Pomorza i Kujaw jest ponad 2000 dokonanych przez nią nagrań muzyki ludowej i wiejskich obrzędów.
Nasza bohaterka nazywała się z domu Grzelecka i pochodziła z Ciechocinka, tam ukończyła gimnazjum, w 1935 została żoną Juliana Jachny, oficera 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej (koszary przy ul. 11 Listopada na Pradze). Po wojnie większość życia spędziła w Bydgoszczy, jej zasługi w woj. kuj-pomorskim znano i doceniano od wielu lat, Warszawa dowiedziała się o jej istnieniu całkiem niedawno - no może poza wąskim kręgiem osób interesujących się folklorem.

sobota, 16 lutego 2013

Muzyka z Madagaskaru

Grają i śpiewają: Désiré Dauphin Rasolomampionona (skądinąd profesor na warszawskiej polibudzie) i Joseph Rakoto. Koncert charytatywny - pieniądze pójdą na sierociniec na Madagaskarze. Przy wejsciu stały dziewczyny z fundacji Baobab i namawiały do kupowania cegiełek. Słowem: "kup pan cegłę - kupujesz cegłówkie, ocalasz pan główkie"  ;-)


Utwory w języku malgaskim, ale z tłumaczeń można się było dowiedzieć, że piosenki są o miłości, rozwodach (najdłuższa i najdramatyczniejsza), o tych którzy przyjeżdżają z miasta na wieś poszpanować samochodami, o niespełnionym życiu i o tym, że gdy ma się dziesięć lat, o piątej rano trzeba posprzątać dom, a potem iść stać kilka godzin w kolejce po kartkowy ryż, to później trudno się skupić na lekcjach.

czwartek, 14 lutego 2013

Mariza na Targówku

Portugalska znajoma (poznana kiedyś we Wrocławiu) zwielokrotniła się na płocie przy św. Wincentego. Przypadkowe, mimowolne dzieło anoniomowego plakaciarza wydaje mi się dużo lepsze niż zwielokrotniona Marylin M. nowojorskiego słowaka Andy'ego W. ;-) 

środa, 13 lutego 2013

Vanitas vanitatum et omnia vanitas (Marność - Jacek Hałas)

 
Wersja tradycyjna tej biblijnej prawdy. Ballada ludowa w wykonaniu Jacka Hałasa. Rewelacyjny koncert. Całość do obejrzenia na stronach Polskiego Radia, linki do obu części są tutaj.

niedziela, 18 listopada 2012

Nordic w Studio Szpilmana live.

Skandynawski desant folkowy na Warszawę: mandolina, wiolonczela i nyckelharpa w mistrzowskich rękach. :)

środa, 8 sierpnia 2012

O starej Pradze pod Barbakanem


Miłe, choć niespodziewane spotkanie z Heniem Małolepszym - rzadko tu grywa.
A repertuar też super!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Mousa z Cypru



Na warszawskim Zamku Królewskim zaczął się właśnie kolejny festiwal Muzyczne Ogrody. Większość wydarzeń jest dla mnie słabo strawna, ale na rozpoczęcie się wybrałem, bo występuje cypryjski zespół Mousa. Prawdziwe i niestety mało znane - bo nieskomercjalizowane! - oblicze muzyki greckiej.
Najciekawsze jednak są śpiewy.
--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

czwartek, 28 czerwca 2012

Koncert Kamanių šilelis w Centrum Litewskim

Bez mikrofonów, na luzie (za to z dziełami Stasysa Eidrigevičiusa w tle), w kameralnej sali Centrum Litewskiego afiliowanego przy ambasadzie, przy Al. Ujazdowskich 12, zagrał i zaśpiewał litewski zespół, wykonujący muzykę świata, muzykę etniczną (litewską, ale także np.  afrykańską i Aborygenów, wśród ich licznych instrumentów jest np. afrykańska kalimba i australijskie digeridoo). Muzyka tradycyjna i ludowa w ich wykonaniu jest często wymieszana z ciekawymi eksperymentami zespołu oraz poezją śpiewaną, niekiedy traktowaną żartobliwie, bo się sporo osób zaśmiewało - tzn. ci, którzy zrozumieli. ;-) 
Szkoda tylko, że streszczenia piosenek były takie krótkie, bo kto tutaj u nas w Kongesówce litewski zrozumie...  ;-) Jak mawiał Imć Pan Zagłoba o tym przepięknym w brzmieniu, choć trudnym i niezrozumiałym dla nas, Słowian języku: "rzuć o ścianę garść orzechów, to imię szlachcica lub nazwę wioski usłyszysz". ;-)
Nazywają się Kamanių šilelis, co znaczy podobno Trzmielowy borek  (czyli mały, trzmielowy las iglasty). Nazwa jest grą słowną z imionami artystów, ale podkreśla też ich związki z przyrodą oraz niektórymi dziełami dziewiętnastowiecznej literatury litewskiej. 
Trzon zespołu tworzą panna Kamila Gudmonaitė i pan Manas Zemleckas. Muzycy otrafią być wzruszający, a cały czas są radośni, zabawni, pozbawieni zadęcia i przesympatyczni, choć potrafią i rockandrolowy z pazur pokazać:

 
Więcej ich muzyki tutaj:


Jeszcze tylko głęboki ukłon w podziękowaniu za
gorące owacje....

...przy wyjściu zrzutka na autostop dla artystów...
i w drogę na podbój całej Europy i świata! :-)

Powodzenia i zapraszamy znów na dłużej!

środa, 20 czerwca 2012

Najazd wsi na warszawskie Śródmieście ;-)


Nie na stodólnym klepisku, nie na dechach wiejskiej karczmy, lecz na marmurowych posadzkach Pałacu Kultury tańczą bosonogie dziewki i bosi parobcy ;-)
Słowem Chłopomania 2.0, grubo sto lat po Wyspiańskim i Rydlu.

(Tańczący jak najsłuszniej lekceważą strefę kibica, znajdującą tuż za drzwiami foyer Teatru Studio, bo dokładniej rzecz biorąc to tu impreza się odbywała - a konkretnie w teatralnej Bratniej Szatni, czyli w lewobrzeżnej filii nowopraskiego Składu Butelek).
Do tańca ze sceny przygrywają z wielkim czadem i pałerem ;-) Poszukiwacze Zaginionego Rulonu, niedawni laureaci Grand Prix Nowej Tradycji, ogólnopolskiego festiwalu Polskiego Radia. Więcej ich muzyki dobrej jakości można posłuchać (a i obejrzeć) tutaj.

Zwracam uwagę na harmonię  - pardonez le mot - pedałową ;-) na której gra koleż. Małgosia Makowska z okolic Suwałk.
A harmonia - wyprodukowała ją warszawska firma Adolf i Władysław Leonhardt.
Związki tego tego jedynego naprawdę polskiego rodzaju instrumentu z Warszawą i Nową Pragą znane tylko wtajemniczonym. ;-)
Na skzypcach gra Олена Єременко - skądinąd także z lwowskiego Burdonu. A rżnie te mazowieckie kawałki tak, jakby wychowała się na podradomskiej wsi! 

Porzucone buty oczekują swoich właścicielek z cieprliwością, ale bez nadziei na szybki powrót. ;-)

Po mikrowarsztatach poprowadzonych przez kol. Ignaca (jak się okazało zza Kanałku Bródnowskiego, czyli sąsiada "mojego" PGRu) tańczyli już wszyscy.


W akompaniament połudnowiomazowieckim melodiom włączyła się nawet brazyliska berimba. Na  parkiecie (pardon, marmurze!) nie doszło jednak do starć typowych dla caopoeiry - i całe szczęście! Powstrzymał się od nich nawet Bańbuła (który w takich sytuacjach zwykle zachowuje przyzwoitość i konwencjonalnie rżnie nożem ;-)
--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

"Kto kochania nie zna ten Boga szczęśliwy" z varsavianistycznie zaskakującym zakończeniem.


Wiejskie śpiewy przy Pałacu Kultury. Ot tak, ci którzy wyszli na chwilę z imprezy na świeże powietrze postanowili sobie pośpiewać.

sobota, 16 czerwca 2012

Bard Pragi - pan Andrzej z Wileńskiej


Prawdziwy prażanin - ale można go spotkać i na Rynku Staromiejskim. Gdyby ktoś chciał posłuchać jak gra, proszę dać znać, mam do niego kontakt. A i Pink Floyd potrafi świetnie zagrać!

piątek, 15 czerwca 2012

Csángó na Ząbkowskiej



Okazało sie, że sie jednak znamy sprzed trzech lat z tej imprezy w Projektora przy pobliskiej Białostockiej.

--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Jazzgodki - kapela muzyki kuchennej





Bałkańskie melodie i rytmy w Łysym Pingwinie przy Ząbkowskiej 11. 
Trafiliśmy tu przypadkiem, a jaka fajna impreza.
Opisuję co jest na filmie: grają dwie przemiłe dziewczyny z Warmii, a na bałkańskim typanie gra... czarny jak noc Jamajczyk, mąż jednej z nich (a nie Nigeryjczyk, jak napisałem wtedy).

"Szkoda że Państwo tego nie widzą!" ;-) 
-- 
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Gdy ci smutno idź do zoo

Kapela Praska gra przy Ząbkowskiej i w piosence zachwala zoo - jedną z głównych atrakcji Pragi.
W tle występu Bobby McFerrin, a z drugiej strony aniołki autorstwa Marka Sułka, wejście do galerii Jacka Schmidta i murale.
-- 
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Seniorzy Pragi śpiewają


Podwórko słynnego zagłębia klubowego przy 11 Listopada.
Prascy seniorzy śpiewają, akompaniuje Czessband.
Jak widać młodzi słuchają, a i momentami nawet tańczą. Aplauz, owacje!

Jak widać tłum spory.

Tańczący w pędzie aż się rozmywali fotografom w kadrze :-)
A może rozmycie było jedynie skutkiem obfitości trunków w praskich barach? ;-)


Strach śpiewać pod takim muralem ;-)



Nad publicznością wiszą liny, przygotowane
do występu linoskoczkiń. Niesetety, poszliśmy
na inne linoskoczkinie i to był błąd, bo te tutaj
były podobno super.



Wyróżniająca się czarnymi strojami część publiki wyraźnie przyszła
na koncert Closterkeller, który zaczynał się dwie godziny później
w Hydrozagadce, znajdujacej się zresztą na tym samym podwórku
(vide czerwone drzwi z lewej). Czarno ubrane postacie jak z
Rodziny Addamsów były nieco zszokowane wesołą i piknikową
atmosferą tuż przed tak mrocznym koncertem jak ten, na który zmierzały.



sobota, 9 czerwca 2012

Gospel na Nowym Bródnie i inne ciekawostki tej okolicy

Dziś po południu pojeździliśmy sobie z kolegą rowerami po Starym i Nowym Bródnie. Oprócz dobrze znanych rzeczy jest tam tyle nowych ciekawostek, że starczyłoby by mi ich na kilkanaście wpisów na blogu. Jednak wszystko publikuję hurtem poniżej.

W parafii M.B. Różańcowej na Bródnie koncert Claret Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej. Zespołem opiekuje się misyjny zakon klaretynów.
Przed koncertem był ślub i chór zaskakując wszystkich zaśpiewał, gdy nowożeńcy i ich goście wychodzili z kościoła. Kto chce posłuchać tego zespołu niech szuka - mają długą trasę koncertową po Polsce. 
(Film zrobiony przez kolegę, bo mój nie chciał się załadować; nowy interfejs Google'a jest tak fatalny, że poważnie rozważam przeniesienie blogu gdzieś indziej.)
To chyba było niespodziewane towarzystwo na ślubnym zdjęciu - jednak państwo młodzi jak widać bardzo z niego zadowoleni.
Bez tytułu albo "Przewrócony domek herbaciany z ekspresem do kawy" Rirkrita Tiravanijii z Tajlandii to jedna z rzeźb w bródnowskim Parku Rzeźby (Sam park pomysłu Pawła Althamera, światowej sławy artysty mieszkającego na Bródnie). Od jakiegoś czasu latem w domkku jest  rzeczywiście kawiarnia, tzn. w weekendy można wypić herbatę i kawę (niestety z termosu) oraz lemoniadę oraz posiedzieć na leżaku lub wymienić się książkami, a dzieci dostają papier i kredki rysowania.
Maska legendarnego tajemniczego plemienia Dogonów (kopia, oryginał jest drewniany)

Wnętrze rzeźby z ciekawymi efektami odbicia.

Jak widać, zdzarzają się bardzo nietypowe zestawienia tych książek, które ludzie do wymiany przynoszą. Ale kto tu propagandową książkę z okresu stalinizmu przyniósł? Zakładam, że nie było to ze złej woli, tylko z niewiedzy. 
Muzeum Neonów otworzyło swoje podwoje 19 maja tego roku na Kamionku przy Minskiej 25. Część zasobów magazynowych została jednak jeszcze w garażach przy Kurpiowskiej na Bródnie.  
Garaże zrobione głównie z różnego typu starych wagonów osobowych. Spróbuję kiedyś tu odnaleźć resztki legendarnego przedwojennego elektrycznego wagonu podmiejskiego E-91 polskiej konstrukcji i produkcji, może tam są.

Gołębnik wagonowy. Ciekawe czy to był wagon pocztowy z gołębiami pocztowymi? ;-) 

Na jednym z budynków hasło komunistycznego rządu z referendum z 1947 roku. Ciekawe czy to autentyk zrobiony tuż po wojnie, czy to jakiś graficiarz w ostatnich latach się wygłupiał. Obstawiam to drugie.

Powojenny, dlugi tunel od torami. Formalnie to ul. Kiejstuta, ale naprawdę dojazd tam jest od ul. Poborzańskiej.

Motocykl z koszem wysoko na skale, w orlim gnieździe. (A dlaczego akurat orlim? Trzeba przeczytać na zdjeciu nazwę klubu motocykowego.)

Dawny przebieg ul. św. Wincentego to historyczna wylotówka z Warszawy w kierunku m.in. Wilna, tędy królowie jeździli na Litwę.
Paręnaście lat temu ruch z tego odcinka (przechodzącego dalej w ul. Malborską) skierowano na niewidoczną na zdjęciu, nowo zbudowaną jezdnię obok, a temu ślepemu teraz kawałkowi nadano nazwę ul 20 Dywizji Piechoty WP, która dokładnie tutaj miała swoje stanowiska podczas obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku.
To co widać z prawej, to pozostałości przebiegającego kiedyś tutaj ogrodzenia PGR Bródno.