poniedziałek, 21 maja 2012

Muzeum Neonów



















Od przedwczoraj działa w Warszawie Muzeum Neonów, a konkretniej znajduje się ono na prawobrzeżnym Kamionku, przy ul. Mińskiej 25 (teren d. Juty/Pocisku/WFM/PZO, ob. zwany Soho Factory). Znaczy to, że znów mamy w Warszawie po naszej stronie Wisły trzy muzea (znów, bo niedawno jedno z nich, Muzeum Liczników Elektrycznych z Targówka Fabrycznego, niestety wyniosło się na Żoliborz).
O tym nowootwartym muzeum prezentującym oryginalne, wyremontowane polskie neony wyprodukowane od lat sześćdziesiątych do osiemdziesiątych opowiada związana z Muzeum Aneta Alicja Żmijewska, autorka blogu WarszawskieNeony.WordPress.com (z prawej przy komputerze)
Część praktyczną czyli demostrację techniki neonowej prowadzi p. dyr. Jacek Hanak (z lewej, z mikrofonem) z praskiej firmy Reklama, która wyprodukowała większość z warszawskich neonów i wiele z krajowych. Reklama znajduje się niedaleko siedziby POSULu, przy Grodzieńskiej 37, choć ostatnio z powodów formalnych podaje adres na przy Młocińskiej 9. To co widać na górnym zdjęciu po prawej od ekranu i tego dolnego lustra, to tajemnicza walizeczka demonstracyjna pana Hanaka z rurkami neonowymi:



Oprócz bywalców na sali bylo widać sporo nowych osób:












Na razie muzeum jest czynne od wtorku do niedzieli od g. 12 do 18
Wbrew temu co napisałem wcześniej, wstęp do muzeum bezpłatny niestety nie jest, niniejszym odszczekuję.

piątek, 18 maja 2012

Się Gra

Znów gra słynne, lubelskie trio - tym razem nie typową dla nich muzykę bałkańską, ale klezmerską.
--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Tziganz Fanfara Avantura

Tym razem same chłopy z wielkimi trąbami - to ekipa z Pyrlandii, każdy ma przezabawny pseudonim w stylu współgrającym z nazwą zespołu, a muzyka bułgarska i inna bałkańska lub turecka, tak jak ten utwór 'Aman, Aman'
--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Sutari

Kolejny świetny girlsband, jeszcze bardziej feministyczny. Bardzo ciekawe użycie śpiewu. Jako instrumenty podkradzione matkom z
kuchni naczynia.

--
Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

Same suki

Tak się nazywa ten sympatyczny girlsband ;-) Jednak oprócz dwu suk biłgorajskich zespół ten ma w instrumentarium także nieco podobną do nich fidel płocką, perskie kamencze i wiolonczelę, więc do kompletu brakuje tylko violi da gamba. Jest za to Patrycja z Poznania ze swoim nieśmiertelnym zestawem perkusyjnym w wersji turystycznej. ;-) Tekst ballady świadczy o tym, że mroczne historie o matkach przechowujących trupy własnoręcznie pomordowanych dzieci zamurowane w piwnicy w beczkach to nihl novi sub sole.

Wysłano z telefonu komórkowego Sony Ericsson

wtorek, 15 maja 2012

Podziemia toaletowe

Gdy się idzie piwnicznym korytarzem budynku Wydziału Ekonomii UW przy Długiej, widzi się strzałkę kierującą do bufetu, a wskazującą najwyraźniej ... hm... 
Osobiście uważam, recycling jednak nie powinien sięgać aż tak daleko.... ;-) 
Nie odważyłem się za te drzwi nawet zajrzeć....

Zajrzałem więc za inne drzwi oznaczone trójkątem i co zobaczyłem? Cóż za rytm! Gdyby nie to, że zdjęcie pochodzi z prawdziwej toalety, a układ zielonych wiaderek spełnia jakieś stricte praktyczne a nie estetyczne funkcje, to niejeden znawca by się tym mógł pozachwycać (jak krytyk w "Nie lubię pniedziałku" zachwycał się nośnikiem dryblinek w niedalekiej Zachęcie). 
Przypomina mi to wystawione w Berlinie dzieło jakiegoś artysty awangardowego poczatku lat osiemdziesiątych, z którego to dzieła (i artysty) kpił Lem w książkowym wywiadzie-rzece, przeprowadzonym w latach stanu wojennego przez Stanisława Beresia. 

Podniebny tunel


Tunel w podziemiach Wydziału Ekonomii UW przy Długiej.

A dlaczego podniebny? Voilà:

Po lewej widać szczyt budynku, stojącego prawie dokładnie na miejscu tzw. nowego Pasażu Simonsa, zniszczonego w czasie Powstania wraz ze starym, bardziej znanym Pasażem Simonsa. W tym kompletnie nie pasującym do otoczenia wieżowczyku z okresu peerelu mieści się  filia praskiego ITR, instytucji bardzo starej i wielce zasłużonej dla polskiej techniki.

poniedziałek, 14 maja 2012

Stolicy zagadki i sensacje


Trzecia część wykładu Andrzeja Grodzkiego.
Tym razem o sensacyjnych i tajemniczych wydarzeniach okresu okupacji. Zaczynamy od nieudanego zamachu na Hitlera 5 X 1939, który miał mieć miejsce na rogu Nowego Światu i Al. Jerozolimskich (wszystko było przygotowane, ale chyba zamachowcy przerazili się konsekwencji) i od udanego zamachu na aktora, szpiega i kolaboranta Igo Syma. Ponadto o Akcji pod Arsenałem, Akcji Góral i paru mniej znanych akcjach podziemia, jak zamach na Adrię. 
Dziś na sali widać sporo nowych twarzy.

poniedziałek, 7 maja 2012

Pajęczarze chmielnikowi

Murarz-tynkarz-akrobata i betoniarz-spadochroniarz. ;-) 
(Kto śledził ogłoszenia firm - obecnie zwanych head-hunterami- za Edwarda Rozrzutnego i Wojciecha Groźnego, ten wie dobrze, o czym piszę)

Na zdjęciu  na platformie podnośnika widoczna jest koleżanka Dagmara ze Świdnika ;-) i właściciel chmielnika, czyli ja ;-)
A poważnie to napotkany po drodze chmielnik gdzieś w okolicach Łęcznej.
Nz. zawieszanie sznurków, po których będzie się wspinał młody chmiel.
P.S. Pola Lubelszczyzny w mojej pamięci zawsze są pełne chmielników i słupów wysokiego napięcia.

Lubelskie nastodólne hafty murarskie


Na Lubelszczyźnie nie tylko kobiety haftują. Haftowane krzyżykowe ;-) wzorki upodobali sobie także murarze stodół i innych wiejskich budynków gospodarczych - oczywiście przy akceptacji miejscowych drobnych inwestorów, czyli gospodarzy. Haftowane stodoły to typowa sztuka ludowa: oddolna i skonwencjonalizowana, z estetyką narzuconą przez praktyczną formę oraz dostepne wtedy na rynku materiały. Charakterystyczne dekoracje pojawiały się od epoki Wiesława Ponurego aż po czasy Wojciecha Groźnego. Kulminacja tej stylistyki była za Edwarda Rozrzutnego, wtedy po prostu najczęściej była okazja do takiej twórczości. Dekorowano głównie murowane szczyty, bo dłuższe ściany najczęściej budowano z desek ze względu na potrzebę przewiewu (przy murowanych ścianach słoma czy siano gniją, nawet jeśli zostawi się w murach otwory). Zwykle wzory tworzono z dwu materiałów: taniej szarej cegły silikatowej i czerwonej cegły ceramicznej. Rzadziej używano najtańszych, domowej roboty pustaków z szarego żużlobetonu lub kupowanego, białego siporeksu.

Na elewacjach widuje się czasem także krzyże, ale mnie tym razem udało się znaleźć tylko kielich.
Gdyby to były Sudety, napisałbym nawet, że husycki. ;-)

Charakterystyczne romby są wynikiem stosowanego układu cegieł i raczej nie są spowodowane wpływem architektury krzyżackich zamków i kościołów (tam charakterystyczne romby zamków i kościołów były robione z ciemniejszej cegły zendrówki, wplecionej w tło muru z normalnej cegły wiśniówki - potem powtarzały to prowincjonalne kościoły Mazowsza). Raczej widziałbym tu plastyczne wpływy haftów ukraińskich. ;-)
Podziwiałem te podlubelskie dzieła od dawna, ale wreszcie przy okazji wyprawy po okolicach Chełma zdecydowałem się na zrobienie jakiegoś reprezentatywnego wyboru takich obiektów.
Ostatnie zdjęcie przedstawia budynek co prawda mieszkalny i bez ceglanych wzorów, ale z powodu doboru materiałów też zahaczający o tę stylistykę (jest to plebania parafii polskokatolickiej w Turowcu). 











P.S. Stworzę też tu kiedyś kolekcyjkę mazowieckich zabudowań gospodarczych z czerwonej cegły i nieobrobionego kamienia polnego.

Ochocki z Lalki czyli Julian Ochorowicz

Dziś tematów o Lalce Prusa ciąg dalszy. Tym razem o pierwowzorze postaci Ochockiego, czyli o Julianie Ochorowiczu (1850-1917). Opowiada nasz nowy wykładowca, Igor Strojecki. Nie tylko opowiada, ale także demonstruje - na zdjęciu widzimy maskę pośmiertną Ochorowicza. 

sobota, 5 maja 2012

Słynne na całą Polskę lody u Duławskich


Hrubieszów, Staszica 12a. Lody PYSZNE! Karmelowe tam najsłyniejsze od prawie 70 lat, ale pozostałych kilkadziesiąt smaków też super. A podobno zdarzyły się przy jakimś święcie lody z bekonem i o smaku bekonu, a nawet lody z piwem!