czwartek, 31 grudnia 2009

'O Jezu, tato, co to?'


Zapytała Agata i zaraz sobie odpowiedziała: 'To Żenia!'
Bialoruska ;-) sałatka ze śledzi, buraków, jogurtów i jajek. Mniam!!!

piątek, 25 grudnia 2009

Vranac


Czarnogórski, przepyszny!

Przykazanie wewnątrzkościelne


Wywieszone przed wejściem.

Źródełko Eliasza


Na takiej lokalnej, kieszonkowej i morenowej wersji Góry Karmel.

Obory


'Dla karmerlitów, nie dla krów' ;-)
Kościół, klasztor, cmentarz i kalwaria pięknie na morenowych wzgórzach położone.
Chopin w tym kościele na organach w czasie wakacji grywał, gdy był zbuntowanym ;-) czternastolatkiem.

niedziela, 20 grudnia 2009

W odwiedziny ze śledzikiem


Jak miło, gdy goście przyniosą z sobą coś do zjedzenia i to jeszcze coś tak pysznego - domowe śledziki w oleju z cebulką. Mimo pietruszki bardzo dobre, miały miły, kwaskowy smak.
W tle kubek z herbatą Masala Chai firmy Premier's Tea Limited.
To kubek z dawnych czasów, od firmy PSC, który u mnie wrócił ostatnio do do łask. Właśnie sprawdziłem w Internecie, że firma ta dalej istnieje, choć chyba już nie w Polsce :-) To i tak w świecie przejęć jednych korporacji przez drugie jest ewenementem.

Sady Żoliborskie bardzo inteligenckie


Przedsmaki wigilii - śledzie, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz, keks... Jak zawsze przepysznie się jada u Pani Gospodyni o wielce arystokratycznym nazwisku, charakterystycznym dla północno-wschodniej Wielkopolski.
Oprócz jedzenia był wina spory wybór - mimo sąsiedztwa niedalekiego sąsiedztwa Zmartwychstanek oraz trwającego postu - lejące się hojnie nawet po obrusach i zasypywane solą.


Jak dobrze spędzać czas na teatralnych dyskusjach sierioznych - choć pełnych anegdot - Mówimy się o Grotowskim, Grzegorzewskim Staniewskim, Kantorze, Korusnovasie, Schechnerze, Swinarskim, Wilsonie, Puzynie, Pszoniaku, o Commedie Francaise... Miło pić wino i siedzieć długo w noc w towarzystwie ludzi, którzy wiedzą, jakie niedokończone spektakle miał na warsztacie Swinarski, gdy ginął w katasatrofie lotniczej pod Teheranem i dla których śmierć Zapasiewicza była osobistą tragedią.
Bracia Załuscy byliby zadowoleni z poziomu dysusji, odbywającej się przy ulicy ich imienia. ;-)



Butelki i kieliszki już puste, pora wracać.


Kierowca nocnego - rzecz rzadko spotykana - słuchał akurat Dwójki (czyli tego samego, co ja przez słuchawki). A w II PR akurat były fragmenty koncertu Trebuniów-Tutków. Pogadaliśmy chwilę sympatycznie, okazał się ukraińskim lwowianinem z rodziną pochodzącą z Werchowyny.