niedziela, 20 września 2009

Zbieram punkty do GOT


Na czerwonym szlaku. Po Kopcu Czerniakowskim został zdobyty kolejny (tym razem tatrzański) szczyt wysokogórski w paśmie południowej Warszawy, w ogrodzie botanicznym w Powsinie.

Śmieci tylko dla orłów.


Teren d. Juty/Pocisku/WFM przy Mińskiej 25, zarządzany teraz przez PZO (Praga z Okna)

sobota, 19 września 2009

I znów ta Farafina...

I tak przez ponad dwie bite godziny... :-(

A jaki był aplauz na widowni... (Serio!)

Ja jednak większość koncertu przesiedziałem przy herbacie w foyer (jeśli namiot ma foyer), bo wydawało mi się, że po tym koncercie jest jeszcze jakiś. Ale niestety nie było...

Farafina z Burkina Faso


Niemalże żonglerzy i połykacze ognia.

piątek, 18 września 2009

Jam session międzynarodowo

Wokalnie udzielały się m.in. koleżanki z Pragi i z Podlasia (pod debreczyński akompaniament na kobzie - a grała też furulya)

oraz warszawianki z Gdańska (z korzeniami kresowymi).

Ponadto spotkanie okazało się być polsko-węgiersko-nigeryjskie (oraz katolicko-kalwińsko-zielonoświątkowe). :-)

czwartek, 17 września 2009

Jako after-party - Csángó na Pradze


Potańcówka przy muzyce Csángó.

Gra kapela stowarzyszenia kulturalnego „Hol – Ter” z Debreczyna.
Rzecz dzieje się w klubie Projektor, na Białostockiej 22, w piwnicach byłego domu i magazynu firmy Spółki Akcyjnej Handlu Towarami Żelaznymi Krzysztof Brun i Syn.

Wyświetl większą mapę

Al-Ándalus i Mosaic


Finał wspaniałego koncertu - niestety jednego z dwóch z dotychczas wysłuchanych na tej edycji festiwalu, który naprawdę mi podobał. (Drugi to pieśni fado Any Moura.)

Al-Ándalus na modłę chrześcijańską

Al-Ándalus po arabsku



O chłodnym powiewie wolności.

Al-Ándalus i Mosaic


Na wejście miks sefardyjsko-polski.

Corporate canteen po polsku


Na pierwszym piętrze biurowca należącego teraz do portugalskiego banku, bez szyldu i reklamy, działa mała stołówka, intersik niemalże rodzinny. Jest ona powodem podstawowej wady mojej sylwetki ;-) bo w stołówce tej można dostać tanio zwyczajne pyszności (sic!), którymi od lat się objadam i tam właśnie oprzeć się im nigdy nie umiem: chłodnik, kopytka, kotlet, buraczki, kompot z rabarbaru. Polecam szczegółnie tamtejsze leniwe oraz ciasta, a najbardziej to z orzechami. Fakt, trzeba na niektóre smakołyki polować - nie codziennie bywają.
Stołóweczka to królestwo domowego jedzenia, a stoją po nie całe kolejki pielgrzymów z sąsiednich biurowców, gdzie na mocy międzykorporacyjnych układów zainstalowano globalne szajsfudy ;-) firm typu Shitexo czy srEłrest.
Wino nie znosi pośpiechu, a jedzenie nie znosi masowości. ©


Wyświetl większą mapę

Duży pan...


Oświadczył, że jest obok. Widać nie zmieścił się w tym małym sklepie.