Jam session z różnymi instrumentami. Kol. (fu)Jarek zamienił sopiłkę na flaszkę i trąbi hejnał ;-)
piątek, 30 września 2011
Idan Raichel i jego projekt
Jazz-popowe kawałki. Owszem, świetne technicznie i z biglem wykonane, ale to muzyka na zupełnie inny festiwal - albo na koncert w klube Tygmont.
czwartek, 29 września 2011
Klub festiwalowy - czwartek
Corvus Corax
Drewniane, dęte instrumenty: dudy i szałamaje, do tego potężna infrastruktura bębnów, zainstalowanych na scenie w hurtowych ilościach. W popkuluralny sposób nawiązują do średniowiecza strojem, muzyką i scenicznym sztafażem. Oczywiście chodzi głównie o ludyczną transowość. ;-)
Poza tym chwała im, że nie jest za głośno i że starają się mowić do publiczności wyuczonymi zdaniami po polsku (czyżby szkoła Benedykta XVI?). Tu, w Warszawie, berlińskim akcentem wypowiedziana sugestia do słuchaczy 'hände hoch' byłaby niejakim faux pas. ;-)
No i w składzie jest jeden Polak, który całą resztę tłumaczy na polszczyznę, która co prawda dawno ojczyzny nie słyszała, ale jest zupełnie zrozumiała. ;-)
Hoven Droven
Wymiatają heavy metalowo i heavy drewnowo ;-) ale spod tego słychać autentyczną, szwedzką ludowiznę.
środa, 28 września 2011
Carmen Linares
Prawdziwe flamenco, niczym nie doprawiane, choć w wykonaniu Hiszpanki, a nie Cyganki.
Muzyka, śpiew i taniec na najwyższym światowym poziomie.
Barbara Furtuna
Barbara Furtuna - "nie imię to dziewczyny, to nie z importu lek".
Zespół z Korsyki, śpiewający wielgołoswe pieśni. Rewelacja. Czterech na czarno ubranych facetów, żadnej choreografii, czasem towarzyszy im gitara, najlepszy z dotychczasowych koncert festiwalu. Śpiewają pieśni religijne i zupełnie świeckie piosenki. Śpiew na najwyższym poziomie.
Filtry warszawskie - podziemne na Pradze ;-)
Podziemia praskiej katedry ;-)
Chodzi oczywiście o świątynię Bacchusa ;-)
Podziemia tzw. magazynu wyrobów zharmonizowanych - dziewiętnastowiecznej hali magazynowej, leżącej na terenie polsko-rosyjskiego Warszawskiego Towarzystwa Oczyszczania i Sprzedaży Spirytusu, czyli późniejszego praskiego Monopolu przy Ząbkowskiej.
Las kolumn jak w niejednej katedrze.
wtorek, 27 września 2011
Aynur Doğan
Intersująca kurdyjska wokalistka z Turcji.
Niestety na jej koncercie wielu osobom brakowało strony wizualnej - ona i artyści z jeje zespołu mocno ją zaniedbali.
Za to Kurdowie koło sceny fajnie tańczyli w korowodzie.
Ψαραντώνης
Psarantonis, kreteński mistrz liry i śpiewu o wyglądzie Zeusa (a pioruny Gromowładnego przerwały dwukrotnie radiową transmisję tego koncertu). W odróżnieniu od Rossa Daly'ego oprócz nastrojowych czy zamyślonych grywa i także dynamiczne, transowe kawałki.
poniedziałek, 26 września 2011
Mercedes Peón
Świetny koncert oryginalnej artystki z Galicji (oczywiście hiszpańskiej), choć zobaczywszy solistkę obstawioną elektroniką, obawiałem się czegoś niedobrego i sztucznego. Niesamowita moc, głos to zbuntowany, to znów łagodny, łączenie różnych konwencji od bardzo tradycyjnych i ludowych po awangardowe w spójną artystycznie całość. Oprócz śpiewu i gry na instrumentach perkusyjnych było też kilka kawałków zagranych przez nią na klarnecie i galicyjskich dudach.
Maria Kalaniemi
Fińska akordeonistka i śpiewaczka o korzeniach i fińskich i szwedzkich. Zagrała nawet tanga, podobno mocno popularne w ciemnej i zimnej Finlandii. Ten kawałek reklamował w niejednym radio cały festiwal.
Za dużo gorszą niż zwykle jakość wszystkich filmików przepraszam. Postanowiłem robić je nowszą wersją dotychczas używanego aparatu, ale okazało się, że co prawda rozdzielczość ma sporo większą, ale cała reszta parametrów jest bardzo zła, a aparat nawet nie ma układu stablilizacji. Na dodatek blogspot zmniejszył rozdzielczość filmików do takiej jak poprzednio.
Czyli "cały pogrzeb na nic" - jak powiedziałby Franc Fiszer.
czwartek, 22 września 2011
Poznański Lament Project w klubie UrsynOFF
Portugalska piosena o melisie. Śpiewa spotkana po latach koleż. Monika spod Skierniewic.
Były też piosenki fińskie, polskie i - skoro Monika - to oczywiście także bretońskie:
Mnie oczywiście najbardziej podobały się te tureckie, na przykład ta kołysanka (śpij syneczku, będziesz mieszkał w pałacu, śpij córeczko, będziesz mieszkała w willi)
Więcej ich muzyki tutaj.
środa, 21 września 2011
Pulchrae cicatrices bello susceptae
W średniowieczu i w czasach kultury sarmackiej blizny na twarzach rycerzy były powszechnie akceptowanym przejawem piękna, bo świadczyły o ich męstwie.
Kiedy dawno temu mieszkałem w Śródmieściu, widok blizn na murach miasta był dla mnie i dla wszystkich innych rzeczą normalną. Potem przeprowadziłem się na prawy brzeg, gdzie ich również nie brakuje i przeoczyłem ten okres, gdy większość blizn na lewym brzegu znikała w wyniku remontów, przebudów itp. Zorientowałem się, że tak się stało dopiero, gdy co młodsi przybysze z lewego brzegu zadawali mi w czasie zwiedzania pytania w rodzaju: "czy te ślady to NAPRAWDĘ od kul?".
Na Pradze blizn takich jest ciągle dużo i należy je zachować choćby na pewnych dobrze widocznych częściach budynków - jako świadectwo dla jednych, pamiątkę dla drugich, a przestrogę dla innych.
Za absolutny skandal uważam niedawne zniszczenie śladów po kulach na kościele św. Wojciecha na Woli i to w czasie remontu zaakceptowanego przez proboszcza, polskiego (sic!) księdza. Argumenty o tym, że istnienie śladów zagraża kościołowi to kompletna bzdura, trzeba nie mieć za grosz szacunku do inteligencji odbiorców, by takie idiotyzmy ludziom wciskać. Blizny na budynku kamionkowskiej fabryki Wedla również znikneły w czasie niedawnego remontu, choć zapewniano wszystkich, że część z nich zostanie zachowana na pamiątkę. Można się nie zgadzać z oceną Powstania, ale ślady przeszłości należy uszanować. Ludzie, którzy nie szanują przeszłości ani jej zabytków powinni być skazywani na osiedlenie bez prawa wyjazdu w jakimś np. amerykańskim miasteczku-blokowisku z budynkami nie starszymi niż 5 lat. Ich obecność w społeczeństwach mających zabytki, historię i tradycję jest zbędna, społecznie szkodliwa oraz destrukcyjna dla cywilizacji. Ani my im nie jesteśmy potrzebni z całym naszym bagażem cywilizacji materialnej i duchowej, ani oni nam.
Na zdjęciu pochodzący z lat trzydziestych budynek dzielnicowej centrali telefonicznej, czyli praskiej PASTy, wczesnym wieczorem 1 sierpnia 1944 roku zdobyty drugim szturmem przez Powstańców. Zdobyła go część plutonu 1664, złożona z 11 żołnierzy i sanitariuszki, a całe ich uzbrojenie to były granaty - mniej niż dwa na osobę; w czasie pierwszego, nieudanego szturmu zginał dowódca pododdziału, kpr. NN ps. Karp.
Z powodu spodziewanego w następnym dniu ataku przeważających sił wroga i braku łączności z dowództwem budynek został opuszczony przez Powstańców nocą z 1 na 2 sierpnia. Na ścianach widać ślady niemieckiego ostrzału z wieczora 1 sierpnia.
(Adres: ul. Brzeska 24, róg Ząbkowskiej, ale w czasie Powstania budynek miał adres Ząbkowska 15 róg Słonimskiej).
wtorek, 20 września 2011
Stoisko z warzywami i psem
Ulica Targowa. W tym miejscu handluje się bez przerwy od XII wieku, gdy była tu miejscowość Targowe Wielkie. Sprzedawca (który skrył się za biletomatem) oferuje warzywa - prawdopodobnie ze swojego ogródka. Pies nie ma nawet obroży i bardzo się nudzi, próbuje iść za każdym kupującym, ale właściciel stoiska ciągnie go za szyję z powrotem i nakazuje leżeć.
Tytuł wyszedł mi prawie jak u niderlandzkich mistrzów martwej natury, ale to prawie czyni oczywiście ogromną różnicę ;-) a pies jest jak najbardziej żywy. :-)poniedziałek, 19 września 2011
Na Targowej płot Mostostalu z zazdrostkami
niedziela, 18 września 2011
sobota, 17 września 2011
Michał Anioł nad głową
Collage nawiązuje do fragmentu fresku Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej (okazało się, że nie wszyscy ten fakt zauważają i tylko dlatego odważyłem się to tu wyjaśnić; proszę o wyrozumiałość tych, dla których znajomość najważniejszych dzieł malarstwa światowego jest oczywistością).
Koszulki damskie na Targowej
piątek, 16 września 2011
Ulęgałek nazbierałek
Eklektyzm ;-)
Murowany dom mieszlalny pewnie z połowy XX wieku. Dach eternitowy, ale na szczytach krzyż, charakterystyczny dla drewnianych chałup i willi i raczej z wieku XIX. Natomiast koło okien zdobienie nawiązujące do tego, jakie modernistyczni architekci na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych tworzyli wokół okien z szarych, cementowych cegieł - co druga warstwa była o kilka centymetrów wysunięta przed lico ściany.
Gdy by ktoś chciał zobaczyć, jak wyglądały orginalne zdobienia, polecam obejrzenie fabryk i kamienic na warszawskim, prawobrzeżnym Kamionku (dlatego ten wpis znalazł się również w kategorii varsaviana).
czwartek, 15 września 2011
Alamut w klubie UrsynOFF
Reaktywacja - po prawie dwu latach niegrania wreszcie koncert Alamut (dawniej Ogrody Alamut) w ursynowskim klubie UrsynOFF przy Szolc-Rogozińskiego 1.
Choć Alamut gra etnicznie, to były jak zawsze jazzowo-improwizacyjne klimaty, a sekcja rytmiczna to rockowo nawet momentami zagrała. W pierwszym utworze było coś jakby etniczny finał "The End" z The Doors, w którymś następnym były wokalizy i dialogi wokalno-instrumentalne głosu Azji z klarnetem Kuby - zupełnie jak z Deep Purple "Made in Japan". Na koniec coś, co brzmiało mi jak piosenka Miry Kubasińskiej i Breakout, a okazało się, że to właśnie ich piosenka. Nie pamiętałem jej, domyślałem sie po stylu autora i wykonawców.
środa, 14 września 2011
Zaraz wracam
Tabliczkę tej treści ma na szyi malowniczy kloszard, do tego oryginalny kapeluszo-beret - może to dalekowchodnie nakrycie głowy, a może jakiś abażur. I wszystkie elementy stroju jak dobrane kolorystycznie! :-)
Zdjęcie zrobiłem z autobusu 169 przez szybę przy ul. św. Wincentego (po parzystej jej stronie, na południe od skrzyżowania z Borzymowską, czyli jeszcze na Targówku - jakkolwiek by patrzeć).
W naszym fachu nie ma strachu
wtorek, 13 września 2011
Zebra
Biurowiec o adekwatnej i wpadającej w ucho nazwie Zebra.
Jak widać, zdarzają się i całkiem przyzwoite budynki współczesne.
Projekt :Piotr Bujnowski i wiedeńskie Büro Hoffmann Architekten.
Co prawda do pobliskiego Focusa projektu Kuryłowicza temu budynkowi jest paradoksalnie daleko :-) ale "nie codziennie jest pierwszy maja"- jak mawia kol. Śmietankiewcz ;-)
Akademia Wiedzy o Mieście - inauguracja
Akademia Wiedzy o Mieście otwarta właśnie z wielką pompą.
Oprócz twórcy, pomysłodawcy i spiritus movens tego przedsięwzięcia, dra Marka Ostrowskiego, wśród otwierającyh są: wiceminister edukacji Mirosław Sielatycki, wiceprezdent Warszawy Włodzimierz Paszyński, prorektor SGH ds. rozwoju prof. dr hab. Marek Bryx, dziekan Wydziału Biologii UW prof. dr hab. Joanna Pijanowska.
Była też delegacja z partnerskiego Coventry (w tym burmistrz obecny i poprzedni).
Program Akademii jest tutaj, a zapisy tu.
Prominentni varsavianiści: J.Z, R.M. i K.J. wzięli mnie do swojej ławki - oczywiście jedynie po znajmości :-)
A w ogóle to dziękuję Ci Marku za zaproszenie :-)
Lustra nad wieżowcem
Krewetki u Floriana

Strażacka knajpa w historycznej remizie przy ul. Chłodnej, Odwiedzona dzięki Gosi i Bartkowi (merci beaucoup!).
A krewetki z czosnkiem i innymi przprawami, pyszne i... palące. Noblesse oblige, w końcu to budynek straży ogniowej.
Wyświetl większą mapę
Hala Mirowska
poniedziałek, 12 września 2011
Ukraińskie tańce powitkacowske na Kamionku
Po spektaklu aktorzy zatańczyli coś, co Igor Gorzkowski (inicjator całości i reżyser 1/3 spektaklu) określił baaaardzo nieprecyzyjnie jako "polsko-ukraiński czardasz".
Dwie pozostałe części wyreżyserowały Aneta Groszyńska i kol. Agata Dyczko.
Więcej o spektaklu tutaj.
Chińszczyzna pod mostem
Wyświetl większą mapę
piątek, 9 września 2011
czwartek, 8 września 2011
wtorek, 6 września 2011
"W poniedziałek na obiad tośmy jedli placki..."

Co prawda jest wtorek, ale cytat ze słynnego monologu Krzysztofa Litwina z Piwnicy pod Barnami zawsze mi się przy plackach przypomina.
poniedziałek, 5 września 2011
Tatar przy Ząbkowskiej
Wyświetl większą mapę
niedziela, 4 września 2011
Tramwaj w bramie przy Brzeskiej
Grupa Teatralna Warszawiaki w bramie przy Brzeskiej śpiewa piosenkę o tym, co czasami dzieje się w warszawskich tramajach. :-)
Tańce czeczeńskie
Tańczą czeczeńskie dzieci mieszkających w Polsce uchodźców.
A wodzirejem na czeczeńskim stoisku jest Rosjanka :-)
Koszerni kozacy
Klezmerski (choć nie tylko) zespól Opa z Sankt Petersburga gra na żydowskim podwórku przy Brzeskiej w ramach festiwalu KULmixTURA 2011.
sobota, 3 września 2011
Pociąg na opak
Jak świat światem, na ogół lokomotywa ciągnęła wagony. A tu proszę, co się porobiło.... Teraz tendencja jest taka, że wagony ciągną lokomotywę.
(A naprawdę to nowe pociągi push-pull Kolei Mazowieckich z wyprodukowanymi we Włoszech lokomotywami Traxx 3 kanadyjskiej firmy Bombardier i piętrowymi, klimatyzowanymi wagonami tegoż Bombardiera; w tle słychać muzyczną próbę Grupy Teatralnej Warszawiaki.)
Abakanowicz na Pradze ;-)
piątek, 2 września 2011
czwartek, 1 września 2011
Prażan portret własny

1 września rano, zaraz rozpoczęcie roku szkolnego.
Ulicą Ząbkowską rodzice odprowadzają córeczkę. Są wyraźnie miejscowi, wyszli z pobliskiej kamienicy. Córeczka apelowo ubrana, pewnie pierwszy raz w życiu idzie do szkoły. Jej rodzice około trzydziestki, ze stroju lower-lower middle class ;-) a ze sposobu mówienia wykształcenie raczej lekko-półśrednie ;-) Mamusia takimi słowy strofuje córeczkę:
"Guziki masz mieć wszystkie zapięte, żebyś elegancko wyglądała, a nie jak... [sekunda zastanowienia na znalezienie odpowiedniego epitetu] jak jakiś PRAŻAN!"
Babciny twaróg
Z uroków i zalet Pragi: po Ząbkowskiej krąży od drzwi do drzwi sympatyczna babcia, oferująca do nabycia nieco produktów spożywczych, np. grzyby, ale także domowy twaróg. Mniam! Przegryzamy teraz ten wiejski twaróg w biurze na lunch ;-)
Ciekawe, czy istnieje gdzieś jeszcze w Warszawie instytucja tzw. baby z cielęciną czy z domowym masłem. Jeśli tak, to oczywiście spodziewałbym się jej na Pradze właśnie.
Niestety, od 3-4 lat nie widuję domokrążnego miotlarza, który w gumofilcach i watowanej kufajce chodził po domach na Zaciszu i Bródnie, sprzedając własnej produkcji miotły, które w wielkim, związanym rzemieniem pęku nosił na plecach. (Nie pamiętam, czy były brzozowe, wierzbowe czy może z żarnowca). Była to postać niemalże z obrazów Bruegla czy Boscha.